Skontaktuj się z nami : 509-876-258
Do góry

Zabytkowy zegar trafi do park&ride!

ŚLADEM NASZYCH INTERWENCJI. Wraca sprawa zabytkowego zegara z budynku szpitala neuropsychiatrycznego; do jego uratowania przekonaliśmy burmistrza. Niebawem zegar stanie się elementem centrum przesiadkowego park&ride

– Przed miesiącem wyciągnęliśmy go z urzędowego strychu, gdzie od kilku lat czekał na dobry moment, aby znowu mógł służyć mieszkańcom Lublińca, odmierzający szybko płynący czas – informuje Anna Jonczyk-Drzymała, zastępczyni burmistrza. – Zegar w lipcu trafił w dobre rzemieślnicze ręce lublińczanina, pana Wojciecha Bochni. Odrestaurowany i z zachowaniem wszystkich najmniejszych detali, stanie się wkrótce ważnym elementem centrum przesiadkowego park&ride. Będzie symbolem więzi międzypokoleniowej i połączeniem tradycji z nowoczesnością. W końcu świat pędzi do przodu i wszystko się zmienia – oprócz prędkości mijających lat, miesięcy, tygodni, dni, godzin i sekund!
Z Wiednia do Lublińca
Przypomnijmy: w 2016 roku odbyła się rozbiórka tzw. czerwonego bloku znajdującego się na terenie Wojewódzkiego Szpitala Neuropsychiatrycznego w Lublińcu. W tym ceglanym, okazałym i pięknym niegdyś budynku na frontowej elewacji znajdował się zegar. Zaczęliśmy się zastanawiać i sprawdzać, co się z nim stało podczas rozbiórki. Jak się okazało, nieomal trafił na złomowisko. Leżał w jakimś magazynie na Śląsku. Zasugerowaliśmy burmistrzowi Edwardowi Maniurze, że może warto odzyskać zegar.
Burmistrz szybko dał się przekonać, wystąpił do urzędu marszałkowskiego i zegar wrócił do Lublińca. Kiedy pisaliśmy o tym, do naszej redakcji zgłosił się Andrzej Bryś, który kiedyś obsługiwał czasomierz.
– Nie pracowałem tam długo i to było wiele lat temu, pamiętam jednak, że był pracownik dyżurny, który zaczynał pracę o 14., i pierwszą jego czynnością było, żeby naciągnąć ten zegar, bo to starczało na 27-28 godzin – opowiadał pan Andrzej. – Mechanizm zębaty się naciągało korbą, najpierw jeden ciężar, później drugi, bo ten zegar napędzały takie ciężary ołowiane, które opuszczały się pod wpływem grawitacji na linkach. To był w sumie prosty mechanizm, nawet nie byli potrzebni zegarmistrzowie do jego obsługi. Co pewien czas trzeba było np. tylko zęby nadspawać w kołach zębatych, jak się zużyły, i smarować regularnie. Tam była tabliczka znamionowa, pamiętam, jak czytałem – był wyprodukowany w Wiedniu, zdaje się, że w 1894 roku. Niestety, nie pamiętam producenta. (as)

Dodaj komentarz

*

code