Skontaktuj się z nami : 509-876-258
Do góry

Uwolnij się od swojego nałogu

JL: Co wyróżnia wasz ośrodek spośród innych?
Martyna Czupryna: Staramy się łamać stereotypy i zmieniać postrzeganie tego typu placówek w Polsce, ponieważ uważamy, że zgłoszenie się po profesjonalną pomoc to akt odwagi, a nie powód do wstydu. Nasi pacjenci cenią sobie przede wszystkim domową atmosferę i wsparcie, które dostają już przy pierwszym kontakcie. Skuteczność terapii osiągamy dzięki równowadze między empatią i zrozumieniem a jasno postawionymi zasadami i granicami. Chcemy, aby terapia była skuteczna i robimy to za pośrednictwem rozwoju psychicznego, jak i fizycznego.

JL: Jakimi uzależnieniami zajmuje się państwa ośrodek?
M.Cz.: W naszym ośrodku znajdą pomoc osoby dorosłe, powyżej 18 roku życia, zmagające się z uzależnieniami od substancji psychoaktywnych, tj. alkoholu, narkotyków, dopalaczy, uzależnieniami behawioralnymi, jak hazard czy seksoholizm, oraz z zaburzeniami na tle emocjonalnym.

JL: W jakim wieku był najstarszy pacjent ośrodka?
M.Cz.: To była 70-letnia kobieta. Nigdy nie jest za późno na zmianę; ważne, aby przyznać się samemu przed sobą, że potrzebujemy pomocy, bo sami nie potrafimy wyrwać się ze szponów nałogu. Alkoholikiem może się stać każdy, bez względu na wiek i wykształcenie. To choroba, którą na szczęście można leczyć w takim ośrodku jak nasz.

JL: Ile osób po terapii w waszym ośrodku wraca do nałogu?
M.Cz.: Możemy pochwalić się bardzo wysoką skutecznością. Część z naszych pacjentów po zakończonej terapii kontynuuje leczenie w częstochowskiej Poradni Leczenia Uzależnień, z którą współpracujemy na stałe. Dowodem tego jest duża liczba osób, która po skończonej terapii u nas zgłasza się właśnie do poradni, aby nie przerywać swojego zdrowienia. Dodatkowo, aby utrzymywać kontakt z naszymi pacjentami, organizujemy spotkania, zloty, jak i imprezy bezalkoholowe.

JL: Ale są jednak osoby, które po wyjściu wracają do nałogu.
M.Cz.: Oczywiście, to bardzo indywidualna sprawa i po każdej zakończonej terapii istnieje ryzyko powrotu do picia, hazardu czy zażywania substancji odurzających. Bardzo dużo zależy od determinacji, nastawienia osoby, która podejmuje terapię. Ważne jest, czy zostaje do terapii przymuszona przez członków rodziny, czy sama się decyduje podjąć leczenie, bo chce sobie pomóc. Proszę pamiętać, że nałóg to bardzo trudny przeciwnik i trzeba włożyć wiele walki, aby go całkowicie zniszczyć. I my z naszymi specjalistami właśnie to robimy w „Wyspie SOZO”, tylko trzeba uwierzyć i nam zaufać.
JL: Obiekt jest zamknięty, jego pacjenci nie mogą wychodzić na zewnątrz.
M.Cz.: Takie są zasady. Podczas terapii pacjentom dostarczane są zakupy oraz wszystkie potrzebne rzeczy. Odwiedziny członków rodziny odbywają się raz w tygodniu, w niedzielę. Ze względu na pandemię robimy to obecnie z zachowaniem reżimu sanitarnego.

JL: Jak można się do państwa zgłosić?
M.Cz.: Zazwyczaj odbywa się to telefonicznie. Podczas rozmowy przeprowadzamy podstawowy wywiad o pacjencie – jakie leki przyjmuje, z jakim uzależnieniem się zmaga i jak długo to trwa. Na tym etapie bardzo ważna jest szczerość osoby, która chce podjąć terapię. W przypadku osoby uzależnionej od alkoholu lub np. leków kluczowe jest dla nas to, jakie ilości tych substancji spożywa. To ważne, aby przewidzieć reakcję organizmu po ich odstawieniu i zastosować odpowiednią pomoc. Czasami bywa, że pacjent musi zostać hospitalizowany w szpitalu. Nie dzieje się to często, ale musimy być przygotowani na każą ewentualność.

JL: Do ośrodka zgłasza się więcej kobiet czy mężczyzn?
M.Cz.: Nie ma reguły. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni padają ofiarą uzależnień. Faktem jest jednak, że kobiety mają większy problem z przyznaniem się do swojej słabości. Utarty przez lata kult Matki Polki powoduje, że jest im wstyd mówić o swojej chorobie, bo często mają rodziny, dzieci, które zaniedbywały w swoim nałogu. Fakt jednak, że trafiają do nas, świadczy, że chcą coś zmienić, podjąć walkę, i to jest najważniejsze.

JL: Korzystacie państwo ze współpracy z lekarzami?
Marek Czupryna: Oczywiście. Warto podkreślić, że nasz ośrodek jest podmiotem leczniczym zarejestrowanym na liście zakładów leczniczych w Polsce. Na stałe współpracują z nami psychiatrzy, lekarze i aż 4 specjalistów certyfikowanych z 30-letnim doświadczeniem, co naprawdę nie zdarza się często. Na stałe współpracuje z nami również opiekun, który organizuje podopiecznym czas po zakończeniu zajęć, czyli po godz. 18.00.

JL: Jak wygląda taki dzień terapii w „Wyspie SOZO”?
M.Cz.: Rozpoczyna się śniadaniem, następnie po godz. 9.00 startują zajęcia, które trwają, z przerwami na posiłki, do godz.18.00. Chciałbym podkreślić, że w naszym ośrodku zajęcia odbywają się w dwóch grupach, maksymalnie 12-osobowych. To bardzo ważne, bo terapeuta ma większą szansę skupić się na jednostce, efektowniej pracować. Pacjencie mają na miejscu całodniowe wyżywienie, mieszkają w domkach lub pokojach 2- i 4-osobowych. Na terenie ośrodka mają dostęp do siłowni, zajęć fitness, relaksacyjnych, nauki tańca. Wokół jest mnóstwo terenów zielonych, cisza, spokój potrzebne do odzyskania równowagi i wsłuchania sie w swoje myśli. Naprawdę nie ma czasu na nudę (uśmiech).

JL: Prowadzicie państwo ośrodek rodzinny i widać, że wkładacie w to mnóstwo serca.
M.Cz.: Nie ukrywam, że ta praca stała się dla nas poniekąd misją. Moje dzieci mieszkają na terenie ośrodka, aby w razie potrzeby być jak najbliżej naszych pacjentów, ja jestem tu codziennie. Każdego pacjenta znamy osobiście, z każdym łączą nas rozmowy, opowiedziane historie życiowe. Każdy wyleczony pacjent, który wraca do nas na odbywającą się w soboty grupę wsparcia, daje nam niesamowitą satysfakcję i poczucie, że jesteśmy we właściwym miejscu naszej drogi zawodowej.

JL: Dziękuję za rozmowę.

Wyspa SOZO
Zawady, ul. Piwna 7
42-110 Popów
tel. 48 884 831 831, 48 502 222 626
www.wyspasozo.pl

Dodaj komentarz

*

code