Skontaktuj się z nami : 509-876-258
Do góry

Nieoficjalnie: rząd rozważa wprowadzenie zakazu przemieszczania i twardy lockdown

Jeśli dynamika zachorowań na COVID-19 w Polsce będzie przybierać na sile, a liczba dziennych zakażeń przekroczy ponad 30 tys. osób, rząd jeszcze bardziej może zaostrzyć restrykcje i zamknąć niemalże wszystkie sklepy i usługi – ustalił Onet. Źródła rządowe potwierdzają także, że w Kancelarii Premiera trwają prace nad prawnymi uregulowaniami dla wprowadzenia zakazu przemieszczania się.

  • Materializuje się „czarny scenariusz”, którego rząd obawiał się od kilku ostatnich tygodni; brytyjska odmiana COVID-19 – jak przyznaje resort zdrowia – odpowiada już za 54 proc. wszystkich zakażeń w Polsce
  • Według źródeł Onetu, Rada Medyczna działająca przy premierze rekomenduje wprowadzenie jeszcze ostrzejszych obostrzeń o charakterze ogólnokrajowym, tak aby wyhamować rosnący przyrost dziennych zakażeń
  • Niewykluczone, że jeszcze przed świętami wielkanocnymi rząd zdecyduje się na ogólnopolski twardy lockdown; zamknięte zostałyby m.in. salony fryzjerskie i kosmetyczne
    Z informacji Onetu wynika także, że w KPRM trwają prace nad prawnym umocowaniem dla zakazu przemieszczania się osób, który – jeśli pandemia dalej będzie przybierała na sile – mógłby zostać ogłoszony nawet jeszcze przed Wielkanocą

Rząd przygotowuje się na najgorsze. Spełnia się czarny scenariusz, przed którym analizy epidemiologiczne ostrzegały już przed miesiącem, kiedy to premier Mateusz Morawiecki luzował restrykcje, otwierając m.in. stoki narciarskie i branże turystyczną. Jak już pisaliśmy w Onecie rząd ugiął się wówczas pod presją społeczną i zaryzykował, mimo rosnącej w szybkim tempie liczby zakażeń brytyjską mutacją COVID-19. Patrząc jednak na obecne statystyki widać jak na dłoni, że to ryzyko kompletnie się nie opłacało.

Tylko dzisiaj mamy 27 tys. 278 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. To drugi najwyższy wynik od początku pandemii w Polsce i najwyższy wynik odnotowany w tym roku. Z powodu COVID-19 zmarło 78 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 278 osób – podało dziś Ministerstwo Zdrowia.

Dla porównania wczoraj poinformowano o 25 tys. 052 nowych przypadkach koronawirusa, o 103 osobach zmarłych na COVD-19 oraz o 350 zmarłych z chorobami współistniejącymi.

Z kolei miesiąc temu dokładnie 18 lutego br. odnotowano 9074 nowe przypadki zakażeń. Dzisiejszy wynik jest jednym z najwyższych od początku pandemii i zbliża się do rekordu z 7 listopada, kiedy koronawirusa stwierdzono u 27 tys. 875 osób.

Katastrofalny błąd rządu
Dziś te tragiczne statystyki pokazują jak na dłoni, że rząd Morawieckiego w lutym popełnił katastrofalny błąd, którego skutki teraz obóz rządzący próbuje za wszelką zatrzymać. Stąd – jak wynika z informacji Onetu – na wyraźne wskazanie Rady Medycznej przy szefie rządu podjęto w środę decyzję o wprowadzeniu od 20 marca do 9 kwietnia lockdowanu, obejmującego cały kraj. Oznacza to, że dotyczy on także okresu Wielkanocy.

W tym okresie – jak informował minister zdrowia Adam Niedzielski – zamknięte bedą poza pewnymi wyjątkami m.in. hotele, galerie handlowe, teatry, muzea, galerie, kina, baseny, stoki narciarskie, kluby fitness, siłownie oraz obiekty sportowe. Nauka w klasach 1–3 będzie znów zdalna.

Jednak – jak wynika z ustaleń Onetu – na tych restrykcjach rząd nie zamierza poprzestać. Rada Medyczna działająca przy premierze rekomenduje wprowadzenie jeszcze ostrzejszych obostrzeń o charakterze ogólnokrajowym, tak aby wyhamować rosnący przyrost dziennych zakażeń.

Rząd może jeszcze docisnąć
Jak twierdzą nasi rozmówcy w rządzie, jeśli dynamika zachorowań na COVID-19 w Polsce będzie przybierać na sile, a liczba dziennych zakażeń przekroczy 30 tys. osób, rząd jeszcze bardziej zaostrzy restrykcje i zamknie niemalże wszystkie sklepy i usługi.

Twardy lockdown – jak słyszymy od kilku członków rządu – miałby objąć m.in. usługi fryzjerskie, kosmetyczne, optyczne, księgarnie, salony prasowe czy sklepy z artykułami budowlanymi lub elektronicznymi. W zasadzie oprócz sklepów spożywczych i drogerii, gdzie także możliwe są ograniczenia co do liczby osób przebywających w tym samym czasie, a także aptek pozostałe usługi miałyby zostać zamknięte. O możliwym wprowadzeniu kolejnych ograniczeń informowało dzisiaj także RMF FM.

Usadzą nas w domach?
Lecz na tym prawdopodobnie się nie skończy. Z informacji Onetu wynika, że w KPRM trwają także prace nad prawnym umocowaniem dla zakazu przemieszczania się osób, który – jeśli pandemia dalej będzie przybierała na sile – mógłby zostać ogłoszony nawet jeszcze przed Wielkanocą.

– To będzie ostateczność, ale i na taki wariant zakazu przemieszczania się i pozostania w domach musimy być także przygotowani – słyszymy od ważnego ministra w rządzie Morawieckiego.

Słowa te potwierdzają tylko to, co w zakamuflowany sposób mówił kilka dni temu sam minister zdrowia Adam Niedzielski, apelując na jednej z konferencji prasowych do pozostania w domach i nieczekania na kolejne rozporządzenia.

Jak ominąć wyrok Sądu Najwyższego?
Wprowadzanie zakazu przemieszczania nie będzie jednak takie proste, bowiem rząd nie może tego zrobić za pomocą zwykłego rozporządzenia. Rząd Morawieckiego próbował już w minionym roku wprowadzać zakaz wychodzenia z domów, jednak dotychczas sądy stwierdzały, że kary nałożone na osoby za nieprzestrzeganie tego zakazu są niezgodne z prawem. A w minioną środę Sąd Najwyższy orzekł, że rządowi nie wolno ograniczać prawa do przemieszczania się za pomocą rozporządzenia, uchylając przy tym trzy wyroki ws. łamania obostrzeń epidemicznych w 2020 r., uwzględniając tym samym kasacje wniesione przez RPO.

Jak słyszymy od naszych rozmówców, rząd nie wyklucza jednak przygotowania w tym zakresie specjalnej ustawy lub innych regulacji, które by jednocześnie uznawały wyrok SN i umożliwiały ograniczenie przemieszczania się ludności ze względu na rosnącą w siłę pandemię.

Nieubłagane prognozy
A prognozy epidemiologiczne są nieubłagane. Według rządowych prognoz przy obecnej dynamice osiągnięcie dziennego progu 30 tys. zakażeń wydaje się być teraz kwestią kilku dni lub tygodnia. To oznacza czerwony alert i przekroczenie w zasadzie wydolności krajowego systemu zdrowia. Mówiąc wprost: wówczas służba zdrowia stanie na krawędzi zapaści.

Aby tej sytuacji zapobiec, konieczne było podjęcie w ubiegłym tygodniu tak radykalnych decyzji, jak choćby ta o zawieszeniu do odwołania wszelkich planowych zabiegów i rozesłanie do szpitali konkretnych wytycznych, by placówki przygotowały się na najgorsze. Wczorajsze ogłoszenie lockdownu przez ministra Niedzielskiego to kolejny krok.

Ponadto w szpitalach w całym kraju trwa pospolite ruszenie, aby znaleźć jak najwięcej miejsc dla pacjentów covidowych i aby zapewnić najcięższym przypadkom respiratory i inny niezbędny medyczny sprzęt.

Brytyjski szczep zbiera żniwo
Nasi rozmówcy przyznają, że obecnie znajdujemy się w najcięższej fazie pandemii od jesieni ubiegłego roku, a być może nawet w najtrudniejszym momencie od jej początku w naszym kraju. Brytyjska mutacja COVID-19 – jak przyznał ostatnio minister Niedzielski – odpowiada już za 54 proc. wszystkich zakażeń w Polsce, a prawdopodobieństwo zgonu w przypadku osób zarażonych szczepem B.1.1.7 jest od 55 do 64 proc. wyższe niż ma to miejsce w przypadku innych szczepów. Podawane obecnie szczepionki skutecznie jednak chronią przed ciężkim przebiegiem zakażenia wariantem brytyjskim. Mimo to rządowi eksperci przyznają, że brytyjski wariant koronawirusa jest dużo bardziej niebezpieczny dla zdrowia, niż to przypuszczano i to on stanowi dzisiaj największe wyzwanie.

Fot: Adam Niedzielski i Mateusz Morawiecki – Radek Pietruszka / PAP

Dodaj komentarz

*

code