Skontaktuj się z nami : 509-876-258
Do góry

800 zł w weekend, w miesiąc 7 tys. zł. Praca sezonowa pozwoli w tym roku nieźle zarobić

Przedsiębiorcy przygotowują się do letniego odmrażania gospodarki, a studenci i maturzyści szukają okazji na wakacyjny zarobek. Ci drudzy są w lepszej sytuacji. Ofert jest sporo, a stawki są wysokie. A coraz więcej pracodawców proponuje darmowy nocleg czy nawet kurs.

Rozmrażająca się gospodarka potrzebuje pracowników, również tych tymczasowych, na zbliżający się sezon wakacyjny. O tych jednak w tym roku będzie przedsiębiorcom trudniej.

Tradycyjne sektory, zatrudniające przedsiębiorców, jak hotelarstwo czy gastronomia, były przez ostatnie miesiące zamrożone. Ich pracownicy szukali więc innych zajęć. Jak mówiła money.pl Magda Gessler, sporo kucharzy czy kelnerów wybrało pracę w warsztatach samochodowych.

Teraz w pośpiechu hotele i restauracje próbują ściągnąć z powrotem młodych pracowników – lub znaleźć nowych. Ale walczą o nich też inne branże. – Oferty się wręcz wysypały – mówi Krzysztof Inglot, prezes firmy Personnel Service. Jest na przykład gigantyczny popyt na pracowników do zbiorów warzyw czy owoców. Nietrudno znaleźć też pracę sezonową w nadmorskim sklepie czy dyskoncie. Kto płaci najlepiej?

Darmowe noclegi, darmowy kurs
Przejrzeliśmy dziesiątki ogłoszeń dotyczących pracy sezonowej. Niektóre warunki są bardzo atrakcyjne. Na przykład w Sianożętach, nadmorskim kurorcie na Pomorzu Zachodnim, można się zatrudnić przy sprzątaniu domków przy zmianach grup.

Ponieważ zmiany są w weekendy, do pracy potrzebni są ludzie tylko w sobotę i niedzielę. – Cztery domki do sprzątnięcia w jeden dzień, cztery w drugi – słyszymy od właścicielki ośrodka. Za sprzątniecie każdego domku pracodawca płaci 100 zł. Miesięcznie można więc zarobić 3,2 tys. zł, pracując tylko w dwa dni w tygodniu.

Studenci mogą się też zatrudniać w restauracjach nad Bałtykiem. Zarobki coraz częściej rozpoczynają się od 4 tys. zł, a kończą na 6 tys. zł brutto, choć nierzadko część wynagrodzenia jest wypłacana „pod stołem”. Na lepsze stawki mogą liczyć kucharze – tu można zarobić i ponad 7 tysięcy zł brutto.

Z potencjalnymi pracodawcami da się w tym roku ponegocjować. Jeśli mamy jakieś doświadczenie można liczyć na darmowe posiłki w miejscu pracy czy na bezpłatne zakwaterowanie.

Nie trzeba jednak jechać do wakacyjnej pracy nad morze czy w góry. Warszawska „firma z licencją taxi” poszukuje studentów-kierowców. Wystarczy prawo jazdy i zaświadczenie o niekaralności. Według zapewnień firmy, zarobić można nawet 6 tys. zł.

Obiekty i kąpieliska potrzebują wielu ratowników. I kuszą niezłymi zarobkami. Wrocławskie baseny proponują miesięczną stawkę 5,3-5,6 tys. zł brutto, a do tego „napoje chłodzące” i możliwość korzystania z obiektów za darmo po godzinach pracy. Tym, którzy nie mają uprawnień, pracodawca proponuje darmowy kurs na ratownika.

Ponad 10 tys. zł na rękę? Niemcy kuszą
Opłacić się może też posiadanie uprawnień wychowawcy. W Lublinie poszukiwane są takie osoby przy pracy w półkoloniach. Grupą dzieci trzeba się zajmować przez 6 godzin dziennie, od poniedziałku do piątku. Stawka za tydzień do 750 zł brutto. Pracodawca zapewnia, że zrobienie kursu nie jest trudne, a teraz jeszcze można go zrobić zdalnie.

Bardzo dużo ogłoszeń dla studentów dotyczy też pracy przy zbiorach warzyw czy owoców. Można zbierać ogórki, szparagi, truskawki czy pieczarki – polskie stawki zwykle zaczynają się na kilkunastu zł za godzinę, kończą na ponad 40 zł.

Więcej można oczywiście zarobić za granicą. Firma Karls Erdbeer-Hof zachęca Polaków do zbiorów truskawek koło Rostocku w Niemczech. Zapewnia, że miesięcznie da się zarobić 10 tys. zł na rękę, a „najlepsi zbieracze” mogą liczyć na jeszcze więcej. Podobne pieniądze można zarobić na niektórych zbiorach w Holandii.

Krzysztof Inglot z Personnel Service zaznacza, że praca sezonowa jest teraz dostępna „właściwie od ręki” – choć najlepiej jej szukać właśnie teraz, bo za 3-4 tygodnie stanowiska w hotelach czy restauracjach mogą być już obsadzone.

– Mam jednak radę, by iść lub dzwonić do wybranych miejsc i się tam umawiać. To lepsze niż spamowanie tysiąca restauracji przez e-maile. Takie CV idą do śmietnika – mówił ekspert w programie „Money. To się liczy”.

Źródło: money.pl

Dodaj komentarz

*

code